HENRYK SŁAWIK – ZAPOMNIANY BOHATER

 Tydzień Żuławski maj 2004r.

Nakładem Niezależnego Wydawnictwa Polskiego ukazała się w 2003 r. wielce interesująca książka pt. „Czerwony ołówek”. Jej autorką jest Elżbieta Isakiewicz, dziennikarka, pisarka, autorka m.in. „Ustnej harmonijki”, książki zawierającej relacje Żydów uratowanych przez Polaków od Zagłady i nagrodzonej przez Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego. Tym razem rzecz jest o Henryku Sławiku – delegacie Rządu Londyńskiego na Węgrzech, który podobnie jak szwedzki dyplomata, Raoul Wallenberg, ocalił od zagłady tysiące Żydów. Działalność Henryka Sławika dotychczas nie była powszechnie znana. Polska zapomniała o swoim bohaterze. Oto jego historia.

 

 

na zdjęciach od lewej: Henryk Sławik, Jozsef Antall i Henryk     Zimmermann z żoną

 

Działacz i polityk

Henryk Sławik to przedwojenny działacz socjalistyczny i polski patriota śląski. Kiedy wybuchła II wojna światowa miał 45 lat. Był posłem do parlamentu śląskiego i przez prawie cały okres międzywojenny, redaktorem Gazety Robotniczej. Reprezentował nurt niepodległościowy i antykomunistyczny Polskiej Partii Socjalistycznej. Ponadto, był delegatem do Ligi Narodów oraz działaczem związkowym. Stanowił bardzo wpływową postać na przedwojennej polskiej scenie politycznej.  Pomimo różnicy poglądów, w okresie plebiscytu był współpracownikiem Wojciecha Korfantego. I kiedy wybuchła wojna, jasne było, że człowiek, który walczył o polskość Śląska, musiał się ukrywać. Dlatego uciekł na Węgry. Tam, jeszcze w 1939 roku, został szefem  Polskiego Komitetu Obywatelskiego zajmującego się Polakami, których mogło być wtedy na Węgrzech nawet ponad 100 tysięcy. O tych ludzi trzeba było zadbać. Komitet oficjalnie prowadził wśród uchodźców działalność kulturalno-oświatową, wydawniczą, organizował samopomoc materialną i dożywianie dzieci. Za kulisami tych działań prowadzono utajnioną, wielką operację przerzutu uciekinierów z okupowanej Polski do wojska polskiego na Zachodzie.

Ratowanie polskich Żydów

Los polskich Żydów na Węgrzech był bardzo niepewny. Węgry, będąc sojusznikiem Niemiec, pod naciskiem Berlina musiały przyjąć szereg antyżydowskich ustaw, które odsunęły miejscowych Żydów od udziału w życiu gospodarczym, politycznym i społeczno-kulturalnym.       W tej sytuacji, dla żydowskich uchodźców z okupowanej Polski, ratunkiem było uzyskanie polskich i węgierskich dokumentów poświadczających ich aryjskie pochodzenie. Takie polskie dokumenty zaczął wystawiać Henryk Sławik. Jego węgierski przyjaciel, Jozsef Antall - szef Biura ds. Uchodźców w IX Wydziale Ministerstwa Spraw Wewnętrznych - wystawiał stosowne dokumenty węgierskie. Dzięki nim polscy Żydzi mogli zalegalizować pobyt na Węgrzech. Była to operacja ściśle zakonspirowana i ze względów bezpieczeństwa nie prowadzono żadnej ewidencji osób, które otrzymały takie dokumenty. Według szacunków, w ten sposób uratowano od niechybnej zagłady około 14 tys. obywateli polskich żydowskiego pochodzenia. Sprawa liczby ocalonych w tej akcji Żydów jest zresztą kontrowersyjna bowiem izraelski Instytut Pamięci Narodowej Yad Vashem określił ją na 5 tysięcy osób, co bezpośredni współpracownik Henryka Sławika, Henryk Zimmermann, uważa za liczbę zaniżoną. Warto tu zaznaczyć, że Sławik miał do Zimmermanna tak duże zaufanie, iż powierzył mu pieczęć Komitetu Obywatelskiego, którą ten stemplował formularze dla swych żydowskich współbraci, a Sławik jedynie je podpisywał. Tak więc zapewne nigdy nie poznamy dokładnej liczby ocalonych.

Dramatyczny los żydowskich dzieci

Dramatyczny był los osieroconych dzieci żydowskich, które w nieprawdopodobnych okolicznościach przedostawały się z okupowanej Polski na Węgry. Starsze, które miały łut szczęścia, zwykle przechodziły przez „zieloną granicę”. Młodsze natomiast przyjeżdżały pod opieką sanitariuszek w wagonach Węgierskiego Czerwonego Krzyża, jako członkowie węgierskich rodzin ewakuowanych z Generalnego Gubernatorstwa. Jeszcze inne, przekazywane były drogą konspiracyjną niczym sztafeta przez tereny okupowanej Polski, na Słowację i dalej na Węgry. Były to dzieci żydowskie wyrzucone z wagonów przez ich rodziców jadących w transportach śmierci do obozów zagłady. Dla tych cudem uratowanych istot Henryk Sławik, nie zważając na węgierskie ustawy antysemickie oraz wrogie nastroje części proniemiecko nastawionych Węgrów, doprowadził latem 1943 r. do utworzenia - z pomocą nieocenionego Jozsefa Antalla - sierocińca w miejscowości Vac, 34 km od Budapesztu. Ta opiekuńcza placówka oficjalnie działała jako Dom Sierot Polskich Oficerów. Wraz z polskimi i żydowskimi opiekunami przebywało tam około stu osób.

Dzieci były wychowywane w sposób wzorowy. Na przykład wychowywane przez siostry zakonne żydowskie dziewczynki jawnie i otwarcie uczone były religii rzymskokatolickiej, uczęszczały do kościoła, modliły się itp., ale jednocześnie w konspiracji zapoznawano je z religią mojżeszową zakładając, że przecież kiedyś ta wojna się skończy i dzieci być może wrócą do swoich rodzin. A jeśli nawet nie, to nikt nie ma prawa, poza nimi, zewnętrznie narzucać im wiary, tradycji   i kultury. Ukrycie przed władzami węgierskimi i wszędobylskimi agentami niemieckimi prawdziwego charakteru tego ośrodka wymagało przemyślnych zabiegów. Jednym z takich zabiegów było zaproszenie do sierocińca Angello Rotty – nuncjusza apostolskiego. Swoją osobą nuncjusz apostolski miał upewnić węgierskie władze o „aryjskości” przebywających w ośrodku dzieci. Pomimo, iż pomysł wydawał się nierealny wizytę nuncjusza zorganizowała węgierska hrabina Erzsébet Szapáry.

  Dzieci żydowskie z Domu Sierot Polskich Oficerów w Vac przebywały w tym ośrodku do      8 maja 1944 r. Wtedy to polscy opiekunowie po cichu wywieźli je w dwóch grupach do Budapesztu. Tam, przy pomocy węgierskich przyjaciół, rozmieszczono je w węgierskich domach dziecka i w domach prywatnych. Wysyłano je też na wieś do gospodarstw rolnych. W ten sposób wszystkie dzieci przeżyły wojnę.

Tragiczny los bohatera

Niestety, los głównego bohatera i jego rodziny okazał się tragiczny. Gestapo usilnie go poszukiwało. W czerwcu 1944 r. aresztowano jego żonę Jadwigę, zaś córce Krysi udało się przez okno uciec z domu, w którym się ukrywały. Jadwiga Sławik została przewieziona do wiezienia w Budapeszcie, gdzie w lipcu była świadkiem torturowania męża, który dostał się w ręce gestapo na skutek zdrady jednego z Polaków. Maltretowany Sławik nie przyznawał się do roli, jaką odgrywał przy przerzucie Polaków zdążających do polskiego wojska na Zachodzie oraz w akcji ratowania polskich Żydów. W czasie przesłuchań skutecznie chronił swoich węgierskich przyjaciół, a zwłaszcza Jozsefa Antalla, którego gestapowcy doprowadzili na konfrontację z nim. Nic to nie dało, bowiem Sławik uparcie zaprzeczał, aby węgierski dygnitarz miał cokolwiek wspólnego z zarzutami, jakie mu stawiano. Dzięki niezłomnej postawie polskiego przyjaciela Jozsef Antall ocalał, a Henryk Sławik z wyrokiem śmierci trafił do obozu koncentracyjnego w Mauthausen, gdzie został zamordowany w sierpniu lub we wrześniu 1944 r. (dokładna data jego śmierci nie jest znana). Jego żonę wywieziono do obozu koncentracyjnego w Ravensbrück, który przeżyła i latem 1945 r. powróciła do Katowic. Tam też dotarła jej córka Krysia, która po dramatycznych przejściach, tułając się przez rok na Węgrzech, przeżyła okupację hitlerowską. Odnalazł ją Jozsef Antall i dzięki jego staraniom została przewieziona do matki, do Polski.

Niedoceniony

Po zakończeniu wojny chciano na Górnym Śląsku godnie upamiętnić postać Henryka Sławika. W 1946 r. Rada Miejska Katowic postanowiła nazwać jego imieniem jedną z ulic. Jednak po kilku dniach decyzję z powodów politycznych zmieniono. Dopatrzono się, że w czasie wojny Sławik pracował na rzecz rządu polskiego w Londynie, co przez nowe władze w powojennej Polsce było źle widziane. Tym sposobem Henryk Sławik w okresie PRL skazany został na zapomnienie.  Trwa to właściwie do dzisiaj, mimo że od upadku komunizmu w Polsce minęło kilkanaście lat. Polski Wallenberg nie istnieje w świadomości mieszkańców Śląska, z którym był tak mocno związany, ani też w świadomości ogółu Polaków, pomimo że w 1989 r. odznaczony został przez izraelski Instytut Pamięci Narodowej Yad Vashem medalem Sprawiedliwy wśród Narodów Świata. Jego udział  w ratowaniu tysięcy polskich Żydów na Węgrzech jest mało znany nawet zawodowym historykom. Można żywić nadzieję, że po ukazaniu się omawianej książki, a także opisującej tę samą postać książki pt. „Polski Wallenberg. Rzecz o Henryku Sławiku” autorstwa Grzegorza Lubczyka, ambasadora RP na Węgrzech w latach 1997-2000, sytuacja ta ulegnie zmianie.  Podobno Henryk Zimmermann czyni również starania, aby w koprodukcji węgiersko – polsko – izraelskiej powstał film o Henryku Sławiku i Jozsefie Antallu. Film na miarę Pianisty czy Listy Schindlera.

Epitafium

            Podczas uroczystości przyznania Henrykowi Sławikowi medalu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata, Henryk Zimmermann złożył następujące świadectwo: „Czterdzieści siedem lat temu, ja, Zvi Henryk Zimmermann, zostałem wstrząśnięty masakrą, jaka rozegrała się wokół mnie. Buntowałem się całym sercem i duszą przeciwko prowadzeniu ludzi jak zwierzęta na rzeź. Ja, nazistowski więzień numer 68220, zostałem wtrącony do celi śmierci w obozie koncentracyjnym dla Żydów. Los zrządził, że ja, numer 68220, tak jak wielu innych takich samych więźniów, stoję przed wami jako wolny obywatel państwa Izrael, w miejscu poświęconym pamięci ofiar zbrodni Holokaustu, biorąc udział w podniosłej ceremonii nadania tytułu Sprawiedliwy wśród Narodów Świata wielkiemu człowiekowi, Henrykowi Sławikowi. Za ocalenie od niechybnej śmierci tysięcy Żydów w czasie Holokaustu, w tym również i mnie, został skazany przez Niemców na karę śmierci. Dziś my wszyscy, którzy przeżyliśmy Holokaust w Polsce, którzy przyszliśmy na Węgry z obozów koncentracyjnych, lasów, bunkrów, z podziemia i dziś żyjemy w bogatym Izraelu, pamiętamy o Henryku Sławiku, odznaczając go pośmiertnie za ocalenie nas na Węgrzech jako polskich katolików i umożliwienie nam przetrwania tego piekła i zamieszkania we własnym kraju. Jesteśmy szczęśliwi, że możemy złożyć wyrazy pamięci i serdeczne podziękowanie na ręce wdowy po Henryku Sławiku i córki, Krystyny, człowiekowi, który miał szlachetne serce, który kochał ludzi i podejmował każde ryzyko dla ratowania osieroconych dzieci. Za swą szlachetną postawę zapłacił życiem. W jego czynach i charakterze znaleźliśmy wsparcie i nadzieję w owych pamiętnych dniach ciemności i bezprawia. Uczmy nasze dzieci i wszystkich na tej ziemi, że są dobrzy ludzie, tacy jak Henryk Sławik, że jest piękniejszy świat i czeka nas lepsza przyszłość”.

Dlaczego?!

            Henryk Zimmermann zwykł mawiać: „Nie pojmuję dlaczego Polska nie wykorzystała atutu, jakim jest Sławik, i to w czasie, kiedy opinie o antysemityzmie Polaków są rozpowszechniane na Zachodzie właściwie bezkarnie”.

Powyższemu stwierdzeniu nie można odmówić słuszności. Należy mieć tylko nadzieję, że w najbliższych latach wiedza i stan świadomości na temat Holokaustu będzie się poprawiać. A o tym, że tak jest świadczy chociażby fakt, iż mogą Państwo czytać te słowa. 

Waldemar Szymański

 Zdjęcia i cytaty z wypowiedzi Henryka Zimmermanna pochodzą z książki Elżbiety Isakiewicz pt. „Czerwony ołówek”